Rozmowa z Agatą Pietrzyk-Sławińską

Strategia ramy

Hubert Michalak: Masz bardzo szerokie kompetencje i liczne umiejętności. Co mogłabyś określić jako swoją bazę, punkt wyjścia do pracy?

Agata Pietrzyk-Sławińska: Jestem kulturoznawcą i animatorem kultury i właśnie na animacji poznałam wartości, które do tej pory mi towarzyszą. Jeżeli chodzi o kontekst muzealny to wzorem dla mnie byli poznani podczas studiów Maria Parczewska i Janusz Byszewski, czyli Laboratorium Edukacji Twórczej, wiele mnie nauczyli. Animacja ma szerszą gamę narzędzi niż pedagogika teatru, ale oba te obszary mają wiele wspólnego, szczególnie relację między nadawcą i odbiorcą, nie tę typową (ktoś nadaje i ktoś odbiera), ale opartą o współtworzenie, dyskusję, aktywny udział.

Dołączyłbym jeszcze pracę w oparciu o proces.

I myślenie krytyczne. Chcę, żeby moja praca w muzeum była przyczynkiem do krytycznego myślenia o świecie, dziedzictwie, zbiorach z przeszłości i o teraźniejszości.

Skąd się wzięło twoje zainteresowanie warsztatową formą pracy? Czy sama byłaś na kilku nieudanych warsztatach i postanowiłaś się za to wziąć?

Nie wiem tego do końca, na pewno studia na animacji kultury dużo we mnie zaszczepiły. W ramach warsztatów etnograficznych robiłam z kolegami badania w jednej z małych miejscowości w Polsce. Rozmowy z ludźmi zainspirowały nas do działania. Mnie wtedy szczególnie interesowała kwestia „świętych obrazów”: miejsce przedmiotów z porządku sacrum w życiu codziennym, także w kontekście budowania wspólnoty. Wymyśliłam powiązany z moimi zainteresowaniami projekt animacyjny: chodziłam z pustą ramą i wypełniałam ją robiąc ludziom zdjęcia z przedmiotami dla nich ważnymi – obrazami, pamiątkami itp. Pusta rama jest dla mnie istotnym punktem odniesienia, to sprawdzony mechanizm działania: zaproszenie do wypowiedzi na jakiś temat, oddawanie pola innym. Tak też postrzegam instytucję kultury: ona jest ramą, ludzie przychodzą do niej z różnymi przekonaniami i potrzebami, a zadaniem instytucji jest dać możliwość demokratycznego wypowiedzenia się.

Jak wygląda twój proces twórczy, strategia przygotowania scenariusza działań?

Trudno to odtworzyć, to tajemnicza sprawa i nie do końca potrafię stwierdzić, na czym polega. Staram się działać trochę jak trener, przewidzieć dynamikę grupy oraz to, w jakie działania wejdzie, choć oczywiście do końca przewidzieć się tego nie da, poza tym lubię, gdy kreatywność uczestników mnie zaskakuje. Wymyślam więc takie działania, w ramach których grupa może się wypowiedzieć, zaistnieć. Strategia ramy to stała cecha wszystkiego, co robię, bez względu na to, czy warsztat dotyczy kolekcji malarstwa, czy jakiegoś zjawiska teatralnego. Do tego dochodzi umiejętność improwizowania, otwartość na to, aby mimo swojego planu do zrealizowania pójść za propozycją uczestnika. Tego nauczyło mnie doświadczenie.

Jak długo pracujesz z grupami?

Od razu po studiach zaczęłam pracę w Muzeum Etnograficznym, gdzie stawiałam pierwsze kroki w takiej pracy, z kolei w Łazienkach jestem sześć lat. Współpracuję też z innymi inicjatywami: Kolektywem Terenowym, Stowarzyszeniem Katedra Kultury, Towarzystwem Inicjatyw Twórczych „ę”, wszystko to są kolejne miejsca, w których pracuję z ludźmi. Wszystkie moje aktywności są związane z bliskimi mi wartościami, a moje kompetencje się wzajemnie uzupełniają, pozwalają na podejmowanie decyzji, do którego „worka” sięgnąć w danej chwili.

W twoich warsztatach łączysz niezbędną bazę wiedzy intelektualnej z działaniem, jak powstaje taka performatyka wiedzy?

To zawsze ciekawe wyzwanie. Czasami proponuję ćwiczenie, które niejako ilustruje pewien społeczny czy kulturowy mechanizm, nie tyle odtwarza go, co traktuje jako punkt wyjścia. Na przykład prowadzę ćwiczenie na bazie kolekcji obrazów króla Stanisława Augusta. Król z reguły kupował obrazy przez pośredników, sam zazwyczaj nie oglądał dzieł przed zakupem, znał ich szkice lub opisy i na tej podstawie decydował. Moje ćwiczenie odnosi się do tamtej sytuacji. Grupa zbiera się w sali obok Galerii Obrazów. Wybieramy z grupy „króla”, który do galerii nie wchodzi, a pozostali uczestnicy są jego wysłannikami. Wysłannicy wchodzą do galerii, każdy wybiera jeden obraz, który uważa za istotny, interesujący, po czym przedstawia go „królowi” poprzez rysunek, opowieść i tak dalej. Zadaniem króla jest wybór jednego z prezentowanych obrazów. Wywiązuje się dyskusja. Potem król ogląda obraz „na żywo”, rozmawiamy o jego decyzji, weryfikujemy to, co zostało przedstawione „królowi” z samym dziełem. Zatem działamy inspirując się historią, ale jest tu też sporo miejsca na kreatywność i wybory uczestników. Niekiedy odwołuję się do emocji i wartości. Na przykład w Sali Salomona są obrazy, które przedstawiają uniwersalne cnoty – wartości takie jak Męstwo czy Sprawiedliwość. Robię na ich bazie ćwiczenie, które jest formą targowania się, wymiany. Proszę uczestników, żeby zanotowali cechę, która uważają za swoją zaletę, mocną stronę, a następnie w Sali Salomona pozwalam im tę cechę wymienić tzn. oddać trochę swojej empatii, poczucia humoru, analityczności itp. w zamian za jedną z cnót namalowanych przez Bacciarellego, przy czym trzeba uzasadnić swoją decyzję. Oczywiście chodzi nie o to, żeby się „wywnętrzać”, ale o to, by zastanowić się nad sobą i swoim systemem wartości. Miałam raz przy tym ćwiczeniu zaskakującą sytuację z grupą seniorek: niemal wszystkie napisały o empatii jako swoje mocnej stronie. Okazało się, że to były głównie babcie, które pomagały dzieciom i wnukom z pełnym poświęceniem. Jednak gdy dokonały wymiany stwierdziły, że bardzo chętnie odrobiny tej empatii się pozbędą bo im nieco uprzykrza życie – ile można być takim pomocnym?! Oprócz tego, oczywiście, opowiadam o naszych zbiorach, o tym, że istnieje zakodowana symbolika tych prac; przemycam wiedzę, która jest dla mnie podstawową inspiracją, jednak zależy mi na tym, żeby każde takie spotkanie było dla ludzi i o nich a nie dla obiektów i o nich. Ważna w tym procesie jest też dla mnie przekora, gdy nie tyle przekazuję coś ile raczej pytam uczestników, co oni mogliby mi powiedzieć na dany temat.

Proponujesz więc coś pomiędzy wykładem a warsztatem, to nie jest jednorodna forma.

Staram się łączyć teorię i praktykę. Jest w tym potencjał, wciąż jednak należy go rozwijać. Nasi odbiorcy nie zawsze są do końca gotowi na taką formułę, oczekiwania wobec edukacji i muzealnej i teatralnej są często bardzo klasyczne: „przyjdziemy na wykład czegoś się dowiedzieć”, albo „przyjdziemy robić scenki”. A formy pośrednie wciąż się wymykają, ludzie czują się zagubieni. Dla mnie ważne jest łączenie kompetencji w taki sposób, żeby pozwolić historii i sztuce oddziaływać. Na przykład podczas cyklu „Iluzje” realizowanym we współpracy z Instytutem Teatralnym, najpierw rozmawialiśmy z uczestnikami o tym, czym jest perspektywa i z jakiego powodu kiedyś konstruowano scenę teatralną tak a nie inaczej, a potem na scenie łazienkowskiego Teatru Królewskiego tę perspektywę staraliśmy się odtworzyć za pomocą przestrzennych instalacji, doświadczyć fascynującego zjawiska iluzji. Są osoby, które mają satysfakcję z uczestnictwa w takiej formie przekazu, z doświadczania wiedzy poprzez ciało i działanie, są i takie, którym to nie odpowiada.

Teatr Stanisławowski, o którym mówisz, jest jednocześnie przestrzenią edukacyjną i edukującą. Można wykorzystać jego potencjał, ale i on sam pracuje na człowieku.

To jest przestrzeń-samograj, autentyczna: z oryginalnymi, imponującymi malowidłami iluzjonistycznymi. Ludzie tam wchodzą i miejsce natychmiast robi na nich wrażenie. Ta przestrzeń i mnie zaczarowała. Szczęśliwie się złożyło, że z okazji 250-lecia teatru publicznego powstało wiele tekstów, pojawiło się dużo wiadomości, które dały pretekst do eksplorowania tego okresu teatralnego, a tym samym również uwypuklenia znaczenia działalności teatralnej króla. W toku moich działań odkryłam, że Łazienki były miejscem teatralnym w sposób totalny: Teatr Królewski, Teatr Mały, amfiteatr, sceny efemeryczne, które budowano na krótki czas, do tego performatywność dworu królewskiego – całe Łazienki są przestrzenią teatralną. O Wojciechu Bogusławskim mówi się, że to ojciec polskiego teatru, ale w pewnym sensie można nim nazwać także Stanisława Augusta, który miał istotny wkład w rozwój teatru polskiego – dworskiego i publicznego. Myślę, że jest jeszcze wiele do powiedzenia na ten temat i chciałabym, żeby Łazienki były kojarzone m.in. właśnie z teatralnością i teatrem.

Czy masz wrażenie, że Łazienki zyskują na twojej pracy? Że twoje propozycje edukacyjne są dla muzeum – wybacz język ekonomii – opłacalne?

Pojawiają się te same twarze, więc ludzie do nas wracają. Jednocześnie też przychodzą nowe osoby, które poszukują nietypowych form działania i trafiają do nas. Staram się proponować jakąś alternatywę, inny rodzaj opowieści, spotkania i to jest ten „zysk”. Cieszę się, że mam taką możliwość. Zajmuję się w Łazienkach m.in. działaniami teatralnymi i wolontariatem. To są po pierwsze przestrzenie zaangażowania a po drugie – wolności. Niedawno doszłam do wniosku, że obszary te mają ze sobą coś wspólnego.

Co takiego?

Wolontariat nie jest ustrukturyzowany, nie ma rygorystycznych zasad dotyczących tego, jak działania wolontariackie powinny wyglądać. W związku z tym traktuję go jako przestrzeń wolności i eksperymentu. Testujemy z wolontariuszami formuły współpracy, nowe metody ustawiania relacji muzeum-odbiorca. Działania teatralne również mogą być taką przestrzenią: jest tam mnóstwo miejsca na improwizację, rama jest pusta, można sobie wiele rzeczy spróbować. Jedno i drugie pole może być alternatywą dla osób, które szukają nowego sposobu zaangażowania. W obu przestrzeniach znajduję te same wartości, w obu istnieje czekająca na wypełnienie rama. Cieszę się, że rozmawiamy, bo rzadko mam okazję się zastanawiać nad swoją filozofią pracy.

A gdybyś tę filozofię miała dookreślić – co by się tam znalazło?

Na pewno współuczestnictwo, oddawanie głosu uczestnikom warsztatu. Ale też przekazanie treści, która nie wyklucza demokratycznej i partnerskiej sytuacji oraz wreszcie przestrzeń twórcza z miejscem na eksperyment czy łączenie różnych punktów widzenia.

Czyli wkładanie nowych treści w starą ramę.

Tak, i to dla mnie ciągłe wyzwanie, żeby za każdym razem było trochę inaczej. I tak sobie to tutaj ćwiczę.

 

16 listopada 2017
Warszawa, Podchorążówka – Ogród Łazienkowski


 

Agata Pietrzyk-Sławińska
Animatorka kultury, edukatorka muzealna, pedagog teatru. Absolwentka kulturoznawstwa i animacji kultury w Instytucie Kultury Polskiej UW. Uczestniczka Szkoły Treningu i Warsztatu Psychologicznego w Ośrodku INTRA. Specjalistka ds. edukacji i koordynatorka programu Wolontariat z kulturą! w Ośrodku Edukacji Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie, gdzie odpowiada również za pracę z dorosłymi i realizację ścieżki teatralnej. Członkini Stowarzyszeniu Pedagogów Teatru,  Stowarzyszenia Katedra Kultury oraz Kolektywu Terenowego. Współpracuje m.in. z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych „ę”, Instytutem Teatralnym, domami kultury, muzeami oraz grupami nieformalnymi.

Hubert Michalak
Absolwent dramatologii UJ, doktorant kulturoznawstwa UO, pracownik i współpracownik licznych teatrów, muzeów i innych instytucji kultury w Polsce, dwukrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.