Dofinansowanie

Helmut Kajzar
Paternoster

Reżyseria, scenariusz, scenografia: Marek Fiedor

Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego

Kostiumy: Nika Jaworowska-Duchlińska
Muzyka: Tomasz Hynek
Światło: Jan Sławkowski
Asystentka reżysera, inspicjentka, suflerka: Elżbieta Kozak

W scenariuszu wykorzystano fragmenty innych dramatów, esejów i wywiadów Helmuta Kajzara.

Obsada:
Józio – Jerzy Senator
Ojciec – Krzysztof Zych
Matka – Zina Kerste
Gwiazda – Beata Rakowska
Helga – Jolanta Solarz
Ciotka Wala – Renata Kościelniak
Ciotka Iza – Anna Błaut
Wuj Buniek – Tadeusz Ratuszniak
Wuj Jacuś – Krzysztof Boczkowski
Jakiś Pan / Ksiądz Goik / Dyrektor – Tomasz Orpiński

Zdjęcia: Tomasz Żurek

Paternoster Helmuta Kajzara to dramat o poszukiwaniu samego siebie, o zmaganiu się z własną tożsamością. Główny bohater, Józio – światowej sławy artysta – wraca we śnie do rodzinnej wsi, by zadać sobie pytanie: czy tradycja, kulturowe dziedzictwo i wiara ojców pomogły mu w życiu, były podporą w mozolnym trudzie pięcia się po szczeblach kariery, czy też były raczej obciążeniem, odrzuconym wreszcie po latach balastem? Czy istnieje w nim jeszcze więź ze światem, który go ukształtował, czy też będąc już zakorzenionym w „wielkim świecie”, ale ciągle przecież tam obcym – pozostanie na zawsze obcym dla wszystkich.

Józio wraca w przeszłość, by rozpoznać źródła tożsamościowego zamętu. Jak syn marnotrawny staje w domowych progach pokorny i pełen skruchy. Ojciec nie jest jednak skory do odegrania roli wybaczającego i miłującego rodzica. Wręcz przeciwnie – jak niegdyś – bezwzględnie odrzuca syna. „Ciało masz włochate, niewieście” – słowa ojca naznaczają Józia piętnem odmienności. Mimo to, syn czyni krok następny. Spogląda na ojca oczami dziecka – pragnie wielbić go i podziwiać jak mały chłopiec, doświadczyć ojcowskiego autorytetu i akceptacji. Potem wynosi ojca do kolejnych godności. I wszystko na próżno. Józio musi więc w końcu unicestwić świat, który stworzył – jego Sobowtór skazuje ojca na śmierć, a goście rozgrabiają dom. Ale Kajzar nie pieczętuje Józiowego snu znakiem rozpaczy. Raczej, może trochę przewrotnie, czyni „pęknięcie” i „zamęt” rozpoznanym i zaakceptowanym kształtem Józiowej tożsamości.